centrum

Pomijając to wszystko, problemem są przede wszystkim dojazdy do pracy ludzi nie będących mieszkańcami danego miasta. Nie zawsze jest komunikacja. Bywa i tak, że korzystając z komunikacji publicznej traci się dodatkowo 2 godziny dziennie na dojazdy. Czasem więcej. Mam kilku kolegów, którzy dojeżdżają z mniejszych miejscowości. Dojazd komunikacją publiczną zająłby im ok. dwie godziny dziennie więcej. Co więcej, zapłaciliby więcej, gdyż musieliby opłacić zarówno pociąg jak i autobus. Nawet kupując bilety miesięczne byliby do tyłu, gdyż zazwyczaj jeżdżą w czwórkę i zrzucają się na paliwo.

Tylko że w miejskim autobusie możesz złapać chorobę zakaźną (drogą kropelkową) i będziesz miał szczęście, jeśli będzie to choroba typowa dla Europy, dobrze znana lekarzowi rodzinnemu.
Inne atrakcje: okradzenie przez kieszonkowca, obicie przez kibola, słuchanie przekleństw, tłok, wąchanie brzydkich wyziewów, nadkładanie drogi (bo jedziesz trasą autobusu a nie swoją), strata czasu (często konieczne przesiadki i czekanie na przystankach), ciężkie obrażenia w razie gwałtownego hamowania (są miejsca stojące a pasów bezpieczeństwa nie ma).

Pchanie się do centrum własnym autem powinno być tylko w wyjątkowych przypadkach. Szczególnie historyczne centra miast powinny być chronione przed smogiem, pyłem i rozjezdzaniem chodników pod parkowanie. Tak, mieszkam w dużym mieście, mam samochód i do centrum nie pcham się inaczej niż tramwajem, a pilnie – taksówką. Centra miast powinny być ich wizytowkami a nie parkingiem oblezonym przez wszystkich wygodnych, co to nie umieją się odkleic od tapicerki swojej fury, bo korona z głowy spadnie.

1. Można również zapytać czy nie lepiej by było kupić mieszkanie w centrum. W obu przypadkach odpowiedź brzmi: byłoby lepiej. Niestety różne są ceny mieszkań i nie każdego na to stać. Mieszkanie w Kartuzach czy Redzie kosztuje zdecydowanie mniej niż w Gdyni.
2. Różnie. Czasem trzeba załatwić sprawy w mieście wojewódzkim. Urzędy są finansowane również przez tych spoza danego miasta. Z drugiej strony wzrost opłat w centrum uderza głównie w mieszkańców z poza centrum, a korzyści maja jedynie mieszkańcy centrum. Można zapytać inaczej. Dla kogo jest miasto, dla mieszkańców centrum, czy wszystkich mieszkańców?

Masz rację realnie temat dotyczy głównie osób dojeżdżających, nie będących mieszkańcami danego miasta albo mieszkających w nowych osiedlach budowanych wśród pól kapusty.

Na co nam w ogóle wybierane  udrażnianie kanalizacji deszczowej  w bezpośrednich wyborach władze samorządowe, skoro o wszystkim i tak decyduje władza centralna?

Lokalne sprawy, takie jak właśnie opłaty za parkowanie, powinny leżeć całkowicie w gestii władz lokalnych.

Inaczej samorządność pozostaje jedynie pustym hasłem, a lokalne społeczności nie mają faktycznie wpływu na to, co się dzieje w ich miastach, gminach czy powiatach. W centrum zostaną tylko urzędy, sklepy i punkty usługowe umrą, poza tymi dla mieszkańców. Jeśli nie mogę tam wygodnie podjechać samochodem, nie pojadę w ogóle. Czasem jeżdżę tramwajem, ale jeśli chciałbym odwiedzić kilka miejsc, muszę samochodem. Skoro to ma kosztować krocie, nie pojadę w ogóle.

To, co właściwe dla Warszawy, niekoniecznie sprawdzi się w przypadku Tłuszcza czy Iłży – dlatego właśnie potrzebujemy samorządów, a nie centralnego sterowania wszystkim.

Niewatpliwie ceny trzeba podniesc by ograniczyc ruch. Ale tez pieniadze pozyskane od kierowcow powinny do nich trafic w jakiejs formie.
1. Platne Parkingi wielopietrowe, niestrzezone, z tablicami informacyjnymi na ktorych bedzie liczba miejsc. Takowe parkingi powinny w pierwszej kolejnosci powstawac w miejscach jak Warszawski mordor czy teaz tzw bliska Wola.

Usprawni to bardzo ruch w miescie, poniewaz wiele ludzi obecnie jezdzi w kolko z nieduza predkoscia poszukujac parkingow. A kosztuje to duzo ( zanieszczyszczenia, czas, paliwo , amortyzacja samochodu ) .

2. Ilosc samochodow w centrum jest duza ( wawa ) i pewnie sie nie zmniejszy a pewnie jeszcze zwiekszy z czasem. Trzeba juz zaczac myslec nad obwodnica centrum ( np dociagnac prymasa do trasy lazienkowskiej przez ochote )

Ogolnie jak pokazuja bogate i duze miasta ( Londyn , Nowy Jork ) problem samochodow jest praktycznie nie do rozwiazania. Wiele mozna poprawiac , ale problem pozostanie.

Tu nie ma dobrego rozwiązania, za to jest konflikt interesów. Mieszkańcy miasta chcą mniej samochodów, spalin, korków, za to więcej zieleni. Dojeżdżających interesuje tylko żeby wygodnie, szybko i tanio przyjechać, załatwić swoje interesy i później wrócić do siebie.

Pytanie 1: Czy jeżeli ktoś codziennie dojeżdża do dużego miasta i zajmuje mu to 2h, to czy nie powinien się do tego miasta przeprowadzić?
Pytanie 2: Dla kogo jest miasto – dla mieszkańców, czy dla dojeżdżających?


Sory, the comment form is closed at this time.